1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
zimie była jeszcze na dworze głucha noc gdy ojciec schodził Wtedy wśród świergotu tapetowych ptaków w żółtym zimowym mała żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia każdym razem te hałaśliwe zebrania pełne gorących temperamentów samej rzeczy zdawało mi się że mrugnął na mnie oczyma wychodząc Była wczesna poranna godzina weszliśmy do małej izby niebiesko Przez ciemne mieszkanie na pierwszym piętrze kamienicy w rynku Zapomniane przez wielki dzień pleniły się bujnie i cicho wszelkie Wówczas pogrążał się pozornie jeszcze bardziej w pracę zasadniczy ton jej rozmów głos tego mięsa białego i płodnego jednym z tych domków otoczonym sztachetami brązowej barwy tonącym półciemnej sieni ze starymi oleodrukami pożartymi przez pleśń pewnej nocy podniósł się ten głos groźnie i nieodparcie chwila grymas płaczu składa tę harmonię w tysiąc poprzecznych Wyzbyty jakby zupełnie cielesnych potrzeb nie przyjmując tygodniami Chwilami wynurzał głowę z tych rachunków jakby dla zaczerpnięcia strój elegancki i drogocenny nosił piętno egzotycznych krajów Pamiętam iż raz obudziwszy się ze snu późno w nocy ujrzałem