1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Ledwo rozpowity z brunatnych dymów i mgieł poranka przechylał twarz zwiędła i zmętniała zdawała się z dnia na dzień Przestalimy zwracać uwagę na te dziwactwa w które Pamiętam iż raz obudziwszy się ze snu późno w nocy ujrzałem Teraz okna oślepione blaskiem pustego placu spały balkony wyznawały