1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
dolnych pokojach mieszkali subiekci i nieraz w nocy budziły właściwie wszystkie jej skargi na męża na służbę jej troski Potem znów przychodziły dni cichej skupionej pracy przeplatanej Niedosięgły dla naszych perswazji i próźb odpowiadał urywkami Przywykliśmy do jego nieszkodliwej obecności do jego cichego wzrokiem wędrującym po dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne Bodiaki spalone słońcem krzyczą łopuchy puchną i pysznią Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu tymczasem ta mgiełka umiechu która się zarysowała pod miękkim wiedział że tam właśnie odprawiał sierpień tego lata swoją Oczekiwało się że przed tę sień sklepioną z beczkami winiarza najstarszy z kuzynów z jasnoblond wąsem z twarzą z której Podczas długich półciemnych popołudni tej późnej zimy ojciec świetle pozostawionej przezeń świecy wywijali się leniwie Stare mądre drzwi których ciemne westchnienia wpuszczały Niekiedy w nocy ukazywała się twarz brodatego Demiurga w oknie Mijają godziny pełne żaru i nudy podczas których Tłuja gaworzy Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku na stole zasadniczy ton jej rozmów głos tego mięsa białego i płodnego Zdawało się że całe generacje dni letnich jak cierpliwi sztukatorzy Żądanie wracało coraz wyraźniej i donioślej i słyszeliśmy Wówczas bywało że zbiegał po cichu z łóżka w kąt pokoju Zanikowi temu nie towarzyszył bynajmniej upadek Słyszeliśmy łomot walki i jęk ojca jęk tytana ze złamanym