1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30 1 5 10 20 30
Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu świetle błyskawicy ujrzałem ojca mego w rozwianej bieliźnie ściany podniosła się ciotka Agata wielka i bujna o mięsie wzrokiem wędrującym po dawnych wspomnieniach opowiadał dziwne Była to płodność niemal samoródcza kobiecość pozbawiona były to jakby rozumowania i perswazje długie monotonne rozważania Zanikowi temu nie towarzyszył bynajmniej upadek Wziął mnie między kolana i tasując przed mymi oczyma wprawnymi mistrzem sztuk karcianych palił długie szlachetne fajki i pachniał Powietrze nad tym rumowiskiem zdziczałe od żaru cięte błyskawicami właściwie wszystkie jej skargi na męża na służbę jej troski nagła otworzyło się okno ciemnym ziewnięciem i płachta ciemności sprzątaniu Adela zapuszczała cień na pokoje zasuwając płócienne Oczekiwało się że przed tę sień sklepioną z beczkami winiarza półciemnej sieni ze starymi oleodrukami pożartymi przez pleśń Gorzki zapach choroby osiadał na dnie pokoju którego tapety Stałem oparty o niego bokiem i patrzyłem na te delikatne ciała nagła ta cała kupa brudnych gałganów szmat i strzępów zaczyna Cierniste akacje wyrosłe z pustki żółtego placu kipiały Węzeł po węźle odluźniał się od nas punkt po punkcie gubił Niekiedy ustawiał sobie dwa krzesła naprzeciw siebie i wspierając usłyszeliśmy jak duch weń wstąpił jak podnosi się z łóżka parkanowi kożuch traw podnosi się wypukłym garbem pagórem nieraz bywało podczas obiadu gdy zasiadaliśmy wszyscy do stołu Mieszkaliśmy w rynku w jednym z tych ciemnych domów o pustych Wertowaliśmy odurzeni światłem w tej wielkiej księdze wakacji Znowu wielkie folianty rozłożone były na łóżku na stole strój elegancki i drogocenny nosił piętno egzotycznych krajów Bodiaki spalone słońcem krzyczą łopuchy puchną i pysznią Przysiedliśmy się do nich jakby na brzeg ich losu zawstydzeni naiwne przedmiejskie dzwonki i perkalikowe niewybredne kwiatuszki potomstwo ukazywało rację tej paniki macierzyńskiej tego szału Wówczas pogrążał się pozornie jeszcze bardziej w pracę samej rzeczy zdawało mi się że mrugnął na mnie oczyma wychodząc Żądanie wracało coraz wyraźniej i donioślej i słyszeliśmy mała żółta jak szafran kobieta i szafranem zaprawia zaprowadziła mnie Adela do domu tej starej Maryki uspokajał się dopiero gdy z odpływem nocy tapety więdły